Kiedy myślimy o polskim designie, często pierwsze skrzypce grają ikony takie jak Roman Modzelewski czy Teresa Kruszewska. Ale uwaga, mamy dziś nową solistkę w tej symfonii projektowania – Małgorzata Rygalik. Jej nazwisko coraz śmielej wybrzmiewa na salonach (tych od mebli i tych artystycznych), a projekty mówią same za siebie. To nie tylko estetyka, ale przede wszystkim funkcjonalność z twistem, i to bardzo designerskim twistem.

Projektowanie z sercem (i pomysłem)

Małgorzata Rygalik, z wykształcenia i zamiłowania projektantka, wnosi do polskiego wzornictwa nie tylko świeże spojrzenie, ale i ogromną dawkę empatii użytkownika. A skoro już przy meblach jesteśmy – nie tworzy ich do muzeum, lecz do życia. Jej projekty mają być do siedzenia, leżenia, czasem nawet do rzucania się na nie po ciężkim dniu. Czyli praktyczne i piękne, jak dobrze ułożone życie.

Jednym z jej najbardziej rozpoznawalnych projektów jest kolekcja Soft Walls – czyli miękkie ściany, które można konfigurować do woli. Coś jak LEGO dla dorosłych, tylko bardziej instagramowe. Projekt ten ukazuje, czym jest „design thinking” w praktyce – elastyczność, funkcjonalność i estetyka w jednym. Tego właśnie potrzebujemy, szczególnie w czasach pracy zdalnej, kiedy cztery ściany są naszym całodobowym biurem, siłownią i przedszkolem jednocześnie.

Desingerska dusza z misją edukacyjną

Nie samym meblem człowiek żyje. Małgorzata Rygalik to również aktywna wykładowczyni związana z warszawską Akademią Sztuk Pięknych. Nie trzyma swoich patentów zamkniętych jak Coca-Cola receptury – dzieli się wiedzą, doświadczeniem i inspiracjami. Jej działalność edukacyjna to jak masterclass z designu – z tym że tu nikt nie niesie tabliczki z napisem cisza, a kreatywny ferment jest wręcz wskazany.

Prowadzenie warsztatów w Polsce i za granicą oraz liczne wykłady sprawiają, że Rygalik ma realny wpływ na kształtowanie przyszłych pokoleń projektantów. Mówiąc krótko – nie tylko zostawia po sobie piękne przedmioty, ale też ludzi, którzy potrafią te piękne rzeczy tworzyć.

Studio Rygalik – rodzinny przepis na sukces

Wzornictwo to dla niej nie tylko zawód, ale cała filozofia życia, którą dzieli z mężem Tomkiem Rygalikiem w ramach wspólnie prowadzonego Studio Rygalik. To nie związek oparty na dzieleniu obowiązków przy zmywarce, ale raczej na przeciąganiu inspiracji i pomysłów między sobą. Studio tworzy projekty dla klientów z całego świata, a jego portfolio przyprawia o szybsze bicie serca każdego designera.

Ich wspólna koncepcja życia i pracy opiera się na idei holistic design – czyli projektowania kompleksowego, obejmującego nie tylko wygląd, ale i kontekst społeczny, ekologiczny czy ekonomiczny. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy dizajn może ocalić świat – Małgorzata Rygalik odpowiada: „Może. Ale musi być dobrze zaprojektowany.”

Międzynarodowy rozgłos w minimalistycznym stylu

Choć nazwisko Rygalik brzmi zdecydowanie słowiańsko, to jej działania dawno wyszły poza nasze granice. Bierze udział w targach, wystawach i projektach na całym świecie – od Mediolanu po Nowy Jork. A wszystko to bez zadęcia i z dużą dawką ironii, którą widać nie tylko w jej wypowiedziach, ale również w projektach.

Choć Małgorzata Rygalik operuje językiem minimalizmu, jej styl ma wiele warstw – zupełnie jak idealnie zaprojektowana sofa z gęsim pierzem. Zresztą, kto powiedział, że prostota nie może być luksusem? W jej wydaniu minimalizm to nie brak, ale decyzja. I to trafna, bo przyciąga uwagę zarówno krytyków, jak i konsumentów poszukujących czegoś „więcej niż ładne”.

Małgorzata Rygalik udowadnia, że współczesny dizajn może być czymś więcej niż tylko modą. Może służyć, bawić, edukować i angażować. A wszystko to zaprojektowane z precyzją szwajcarskiego zegarka i polskim poczuciem humoru. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji usiąść na jej meblu – żałujcie. Ale dobra wiadomość jest taka, że możecie o niej przeczytać więcej. To nie tylko projektantka – to osobowość, która nadaje ton nowoczesnemu designowi znad Wisły.

Przeczytaj więcej na:https://wysokieszpilki.pl/malgorzata-rygalik-kim-jest-i-czym-sie-zajmuje/.