Francja – kraj wina, sera, mody i oczywiście… miłości. Ale nie byle jakiej, bo tej wyrafinowanej, zmysłowej i pełnej niedopowiedzeń. Francuzi nie stworzyli romantyzmu, ale z pewnością go opanowali do perfekcji – również w alkowie. Francuski sex to nie tylko termin z angielskich słowników, ale ucieleśnienie podejścia do cielesności, w którym liczy się tyle samo zmysłów, co elegancji. Jakie są tajemnice łóżkowej sztuki znad Sekwany? Czas zdjąć koronkową zasłonę tajemnicy.
Sztuka uwodzenia à la française
Francuski sex zaczyna się długo zanim zgaśnie światło. Flirt to nie sport narodowy Francuzów – to ich druga natura. We Francji uwodzenie jest rytuałem: spojrzenia, lekki uśmiech, niezobowiązujące rozmowy pełne dwuznaczności i subtelna gra gestów. Nikt się tu nie spieszy, bo przecież dobra kolacja, czerwone wino i intelektualna rozmowa potrafią być bardziej podniecające niż szybki „numer” w klubowej toalecie. W tej kulturze nie chodzi tylko o „co?”, ale przede wszystkim „jak?”.
Mniej mięśni, więcej słów
Zapomnijcie o hollywoodzkich modelach z sześciopakiem i pocałunkiem w deszczu. Francuski kochanek wie, że największym afrodyzjakiem jest rozmowa. Francuski sex to umiejętność poruszania wyobraźni partnera, a nie tylko ciała. Tu mówi się, szepcze i sugeruje – wszystko po to, by stworzyć atmosferę napięcia i wzajemnego pożądania. Dla Francuzów łóżko nie zaczyna się w łóżku – ono rozpoczyna się w głowie.
Kult kobiecości (i męskości)
Francuzi uwielbiają kobiety, a kobiety kochają siebie – i to widać. Seksualność nie kończy się tu po 30. czy 40. roku życia. Dla Francuzek wiek to nie koniec romantyzmu, a często dopiero jego początek. Forma? Może mniej siłowni, ale więcej stylu i pewności siebie. I to samo dotyczy mężczyzn. Ich nie interesuje ilość, ale jakość – a jakość wymaga cierpliwości, rozmowy i zaangażowania. Ach, no i aromatycznych serów, oczywiście.
Paryż – stolica zmysłów
Nie bez powodu mówi się, że Paryż to Miasto Miłości. Spacer po Montmartre, butelka Bordeaux, jazz w małym bistro i voilà – atmosfera gotowa. Seksualność Francuzów nie jest wyuzdana, ale jakby… naturalna. Oni po prostu akceptują swoje ciała – i ciała innych ludzi. Zero tabu, więcej ciekawości. A może to kwestia klimatu i dobrze dobranej bielizny? Kto wie.
Szkoła życia (i łóżka)
Choć nie znajdziecie tego w oficjalnym programie nauczania, to jednak Francuzi od młodych lat uczą się, że seks nie jest tematem wstydliwym. Edukacja seksualna we Francji obejmuje nie tylko anatomiczne fakty, ale również rozmowy o emocjach i relacjach. To sprawia, że francuski sex jest otoczony atmosferą akceptacji i naturalności. Seks to przecież część życia, tak jak bagietka do śniadania.
I co z tym „francuskim” seksem?
Sama nazwa „francuski sex” (po angielsku „French sex”) odnosi się najczęściej do seksu oralnego – co być może zawdzięczamy brytyjskiemu eufemizmowi, który miał oddać kontrowersyjną według angielskich standardów praktykę. Ale we Francji nie ma tematów tabu. Zmysłowość i różnorodność są tu w standardzie – bez oceniania, bez szufladkowania. Dla Francuzów liczy się doświadczenie i obopólna przyjemność. Czy to oralna, czy mentalna – byle była z sercem.
Bez względu na to, ile romantyzmu znajdziemy w opowieściach o francuskim seksie, jedno jest pewne – coś w tym jest. Może to kwestia języka miłości, może mentalności pełnej luzu i akceptacji, a może po prostu świadomości, że seks nie służy tylko reprodukcji, ale także – a może przede wszystkim – przyjemności i bliskości. Jeśli chcemy się czegoś nauczyć od Francuzów, to właśnie tego: sztuki celebrowania intymności w zmysłowy, a zarazem swobodny sposób. W końcu francuski sex to nie mapa technik, a podróż pełna smaków, spojrzeń i niedopowiedzeń.
Przeczytaj więcej na: https://planetafaceta.pl/francuski-seks-na-czym-polega-i-skad-wziela-sie-jego-nazwa/.